środa, 22 czerwca 2016

Ciąża przy wkładce wewnątrzmacicznej

Kiedy decydujesz się na założenie wkładki wewnątrzmacicznej, zwanej potocznie spiralą - jesteś przekonana, że nie chcesz mieć w najbliższym czasie dzieci.

To jasne.

Po to właśnie ją zakładasz. Spirala "gwarantuje" 99% pewności nie zajścia w ciążę.

Miałam szczęście znaleźć się w tym 1%, który w ciążę jednak zaszedł...





Zero podejrzeń

Myślę, że pośrednią przyczyną mojego zajścia w ciążę podczas używania wkładki wewnątrzmacicznej był duży, kilkudniowy wysiłek fizyczny. Mieliśmy wtedy dużo pracy przy budowie. Inną sprawą było to, że wkładka prawdopodobnie się przemieściła - aczkolwiek jeszcze kilka miesięcy wcześniej byłam na USG i wszystko było w porządku.

Przy spirali niehormonalnej ( Nova T) miesiączki są długie, obfite i bolesne. Styrana byłam okropnie, nie zdziwiło mnie więc, że okres trwa 7 dni. Wzięłam to na karb przemęczenia. 
10 dnia krwawienia poszłam do ginekologa. 
Zalecił morfologię i co mnie zdziwiło - Beta HCG i USG. Uznałam, że to standardowe badania. Na USG nic nie wyszło, wieczorem pojawiły się wyniki Bety i wielki szok...




Szok szok i jeszcze raz szok...

No bo jak? W końcu mam wkładkę. Właśnie po to, żeby ciąży nie było. Mam 99% pewności a tu taki wynik...

Lekarka zaleciła kontrolę krwi za 2 dni, żeby sprawdzić czy Beta przyrasta i ciąża się rozwija czy to poronienie i będzie spadać. Po dwóch dniach wynik HCG to 81.5 . Krwawienie ustąpiło a pojawił się ból brzucha przy chodzeniu. Na początku lekki, jak przy okresie. Po kolejnych 3 dniach następne pobranie krwi.






Ból brzucha się nasilał. Występował już podczas każdego ruchu. Ustępował jedynie podczas leżenia. Wieczorem lekarz kazał mi pojechać na izbę przyjęć z podejrzeniem ciąży pozamacicznej. 

Jak się czułam?


Lęk o to, że ciąża jest pozamaciczna walczył u mnie ze strachem, że czeka mnie rewolucja. Że nie planowałam ciąży, że nie mam warunków na drugie dziecko. Że jak to możliwe, że się pojawiło pomimo tak pewnego zabezpieczenia.


W szpitalu

Na izbie przyjęć jednego z warszawskich szpitali, zaopiekowała się mną bardzo młoda i niezwykle profesjonalna Pani Doktor. Długo i wnikliwie robiła mi USG. Postanowiła położyć mnie w szpitalu na obserwacji, bo zauważyła coś w prawym jajniku jednak nie miała pewności czy to ciąża czy torbiel.

Był poniedziałkowy, czerwcowy wieczór zeszłego roku.

We wtorek ok. 9 miałam kolejne USG, robione przez innego lekarza. On także nie był pewien co jest w jajniku. Beta rosła w dalszym ciągu.

Ok. 12 chwycił mnie w miejscu prawego jajnika ból tak silny, że promieniował aż do stopy. Poczułam rozlewające się wewnątrz ciała uczucie ciepła. Wyłam z bólu. Natychmiast trafiłam na stół operacyjny. Zdołałam jeszcze tylko poprosić lekarza, żeby podczas zabiegu wyjął mi także wkładkę.
Był przeciwny, twierdził, że to bez problemu można wyjąć podczas zwykłej wizyty ginekologicznej.
Nalegałam, w końcu się zgodził.

Po operacji okazało się, że ciąża była w jajowodzie. Ciepło, które poczułam to rozlewająca się krew sygnalizująca rozpoczynający się krwotok wewnętrzny. Na szczęście szybka akcja sprawiła, że udało się oszczędzić jajnik i jajowód. Zabieg był przeprowadzany laparoskopowo i po 3 dniach wyszłam do domu.

Spirala a kubeczki menstruacyjne

Żeby wyjąć spiralę, lekarze musieli doprowadzić mnie do 8 cm rozwarcia, ponieważ nitki od wkładki, służące do jej usuwania były zaplątane wokół jej ramion. Nie byłoby możliwości wyjęcia jej podczas rutynowej wizyty ginekologicznej. Intuicja.

I tutaj nasuwa mi się dygresja - co sprawiło, że nitki tak bardzo mocno owinęły się wokół wkładki?

Przez kilka miesięcy używałam kubeczka menstruacyjnego. Jego działania nie będę opisywać, jest to dość popularny internetowo produkt. Niestety, obawiam się, że to był sprawca zaplątanych nitek.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz