wtorek, 23 sierpnia 2016

Strachu, lęku i walki ze "służbą" zdrowia ciąg dalszy Badania prenatalne cz. 2


W piątek byłam na USG prenatalnym u mojego lekarza prowadzącego. Badanie trwało ok. 20 minut, wszystko w porządku, niestety w dalszym ciągu oprócz NT - 4.5. Pocieszający jest chociaż fakt, że ono nie rośnie, a stoi w miejscu. Serce w porządku, wszystko inne także. Ryzyko zespołu downa 1:17.

Wczoraj byłam umówiona na badanie u doktora Roszkowskiego w szpitalu Orłowskiego. Ponoć najlepszy specjalista w Warszawie, a może i w Polsce. Z racji 13 tyg miała to być jednak biopsja kosmówki, a nie amniopunkcja, którą można wykonać dopiero w 15 tyg. Położna zapisując mnie na badanie, wiedząc w którym jestem tygodniu ciąży umówiła po prostu taki termin.





Polska rzeczywistość

Szpital przy Czerniakowskiej w Warszawie nie należy do szpitali wyremontowanych. Już sam pobyt w nim jest przytłaczający. Miałam przyjechać do godziny 11. Byłam po 10. Zarejestrowałam się w ogólnej rejestracji i poszłam pod pracownię USG. A tam szok.... dziesiątki ludzi. Kobiety z mniejszymi i większymi brzuchami, siedzące wszędzie: na kilku dostępnych krzesłach, na ławkach, na podłodze. Widać, że czekające od rana. Z kanapkami i termosami.

I tu dochodzi do głosu moja wewnętrzna irytacja. Dlaczego to musi tak wyglądać? Czy tych kobiet nie można umówić na godziny? Czy nie można zapewnić im odrobiny szacunku w tych arcytrudnych dla nich chwilach? Czy trzeba traktować je jak bydło??? Przecież to są kobiety ciężarne. W szpitalu jest duszno a na szczęście nie było upału. Nie trudno sobie wyobrazić ile kobiet dziennie tam mdleje tylko i wyłącznie ze stresu i z kilkugodzinnego oczekiwania. To jest paranoja. Kto tym zarządza????

Po moim nawet nie długim bo dwugodzinnym czekaniu zostałam wezwana do gabinetu. Położna wzięła skierowanie, podpis pod zgodą, sprawdziła grupę krwi i kazała się położyć na leżance pod oknem. Wykonała USG, lekarz w tym czasie siedział przy drugim komputerze. Potwierdziła, że przezierność karkowa powiększona - 4.7, że 13 tydzień ciąży, że należy zrobić biopsję i zawołała doktora. Wołała trzykrotnie. Lekarz był zajęty czytaniem czegoś niezwykle zajmującego. Jedynie mruknął "mhym" w odpowiedzi. W końcu podszedł do USG. Stwierdza, że NT 3.5 . Na co położna - nie no niech doktor lepiej spojrzy, na co on: aaa faktycznie tu z tyłu się jeszcze chowa. No to 4.7.
No to biopsja. 

Bada, bada, bada.

- Nie, nie zrobię biopsji. Łożysko za bardzo z tyłu. ( jakby mnie ktoś w twarz zdzielił)
- Aaa... może jednak zrobię. ( we mnie wstąpiła nadzieja).
Bada dalej. Bada i bada.
- Nie. Nie zrobię. Za duże ryzyko. (Balon nadziei pękł,a ze mnie uszło powietrze.)

Kazał się ubrać i usiąść.
I pierwsze słowa: w tej sytuacji zrobimy amniopunkcję za 3 tyg i nalegam na wykupienie dodatkowej usługi laboratoryjnej, która kosztuje 450 zł i załatwi nam wynik w tydzień zamiast w trzy, bo czas nas zaczyna naglić. 

Wiecie co? Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Kurwa mać. Od 2 tygodni stresuję się badaniem. Badaniem, którego nie udało się wykonać. Dzięki temu mam przed sobą miesiąc nowego stresu i czekania. Płacę ponad 3000 miesięcznie ZUSu i pierwsze słowa, które słyszę po nie udanym badaniu, zamiast jakiegokolwiek podniesienia na duchu to to, że mam zapłacić 450 zł i wynik będzie szybciej??? To jest żałosne. ŻAŁOSNE.

Dlaczego w takim razie nie można tym pacjentkom z marszu zapewnić wyniku szybciej??? Dlaczego zamiast 450 zł nie można wpisać CITO na skierowaniu??? Nie jestem w stanie tego pojąć. Nie jestem.

Dotarło natomiast do mnie jego stwierdzenie, że zrobimy amniopunkcję za 3 tyg. Pytam więc, dlaczego za 3 skoro jestem w 13 tyg, więc możemy za 2?
Odwrócił się do mnie i pierwszy raz na mnie zerknął, z głupim uśmiechem mówiąc: bo jestem na urlopie.  Ręce mi opadły. Oczywiście. Ma prawo do urlopu. Zapewne zasłużonego. Ale czy to musi akurat przypadać na mój 15 tydzień? Grrrrr. Wiem, wiem. Jak nie na mój to na czyjś inny. Takie jest życie.

Koniec końców, przypomniał sobie, że tam przyjmuje także inna lekarka, i ona może mnie przyjąć 7.09. Ze stresu nie zapytałam nawet, o której godzinie mam być. Muszę zadzwonić. Pytałam go jeszcze, że skoro on wraca z urlopu 12.09, a ja mam badanie u innej lekarki 7.09 to może warto poczekać na niego? - Zapisujemy tak jak pacjent chce. Tłumaczę mu, że jestem skołowana i nie wiem co mam robić. Zrobić jak mówię. Iść 7.09 i umówić się do mnie na kontrolę za 2,3 tyg. 

Ot wizyta u przemiłego pana doktora Roszkowskiego.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz